poniedziałek, 24 lipca 2017 0 komentarze

Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata

Mimo swojego zamiłowania do podróżowania dość trudno książkom podróżniczym wywołać moje zaciekawienie. Mam już całkiem sporą ilość takich dzienników za sobą, rzuconych po kilku pierwszych rozdziałach, bo nie miały tego czegoś co by zachęciło mnie do dokończenia. O samych trasach wycieczek można znaleźć całą masę blogów z pięknymi zdjęciami, ba, sama wikipedia oferuje już całkiem sporo dydaktyki. Zatem od samych form książkowych oczekuję przekazu przemawiającego do tej części mojej skutej codziennej rutyną duszy, która krzyczy o uwolnienie. W czasie podążania tropem opisującego swoją przygodę spodziewam się przytakującego kiwania głową na znak zgody, entuzjazmu, ekscytacji, zaaferowania, emocji dających odwagę i przemawiających za tym, że życie to wolność.

Autor – menadżer w wielkiej korporacji, w kilka dni rzucił wszystko i ruszył w niezwykłą podróż, skupiając przy tym swoją całkowitą uwagę na zakątkach gdzie życie wyznaczają: natura, prostolinijność i nieskażone intencje. Wrócił po to by planować powrót do, jak się okazało, szczerze pokochanej Afryki. Po to aby spisać dokładniej wspomnienia stamtąd, gdzie pewnej nocy umiera przestając po prostu oddychać. Przykro się aż robi w sercu, że tak to się skończyło, ale na pewno nie można mu odebrać tego, że przeżył swoje krótkie życie. Podjął się odważnego zadania jakim było wniknięcie we własne wnętrze i zrozumienie, że mieć to nie znaczy być i że sami kurczowo trzymamy się prywatnych, bo bezpiecznych schematów postępowania.

Jestem zdania, że nie trzeba okrążać globu, żeby dojrzeć do wniosku jak przytłaczający jest ludzki smutek. Co więcej, nie ma konieczności wyjścia z wiecznej gonitwy z czasem i wyruszenia w dalekie strony by zdać sobie sprawę z tej machiny. Jakby jasnym jest, że każdy po części o tym wie, bo jak dla mnie wystarczy choć trochę wybiec myślami naprzeciw. Niemniej jednak, sama mogę się tylko domyślać jak siła świadomości, pasja, chęć spełniania marzeń, potęguje i mnoży się w nieskończoność po nabraniu takiego jak autor dystansu do "życia", który to pięknie opisuje i pokazuje w swoim pamiętniku –albumie.

By Moonlight Kitten

0 komentarze

Jeden dzień

Jedyna chyba taka książka, po którą sięgnęłam po obejrzeniu filmu, nie odwrotnie. Film miał swoją premierę w sierpniu 2011 roku. Wyreżyserowany został przez Lone Scherfig. Zaś autor powieści, czyli David Nicholls opracował scenariusz. Idealny dowód na to, że warto czasem poświęcić dłuższą chwilę na tą samą historię zobaczoną oczami reżysera oraz prywatną wyobraźnią. Nawet "Zieloną Milę" zaczęłam jak przystoi, od lektury, a powołuję się na nią z uwagi na fakt wykorzystania przez Davida Nichollsa podobnych do tych u Kinga skoków czasowych. W istocie rzeczy nie mają one jednak odniesienia do kunsztu Stephena. Niemniej jednak sama preferuję takie zawiłości w następstwie zdarzeń, więc gdy na długo po zapoznaniu się z filmem ujrzałam w antykwariacie książkę, nie omieszkałam się w nią nie zaopatrzyć. 
Powieść to raczej smutna, aczkolwiek budująca historia o parze akademickich przyjaciół, którzy całe swoje dorosłe życie przekonują się do tego, że są dla siebie stworzeni. Główni bohaterowie czyli Emma Morley i Dexter Mayhew, spotykają się ze sobą co roku, tego samego dnia. By podzielić się ze sobą swoimi przeżyciami, marzeniami.  Zarówno film jak i książka wywołują u odbiorcy nieme wołanie o otrząśnięcie się bohaterów z jakiegoś letargu bezpieczeństwa i wyjścia poza ramy prywatnych ograniczeń, opuszczenie bezpiecznej strefy komfortu. Porzucenie wygórowanych oczekiwań i docenienie tego co jest naprawdę ważne. Praktycznie cała historia przeplatana jest dosłownym mijaniem się bohaterów. Ukazuje przy tym zmieniające się wraz z wiekiem i okolicznościami życia priorytety, by ostatecznie złączyć parę na chwilę wspólnego i ogromnego szczęścia.

Powieść porusza ważny wątek, że tak naprawdę czasem ktoś kto jest nam przeznaczony, może być bardzo blisko. A my nie chcemy o tym wiedzieć lub tego nie dostrzegamy. Że każdego dnia dokonujemy wyborów, które wpływają na nasze dalsze losy a mijający czas jest bezcenny. Ze względu na to przesłanie, myślę, że może mieć ona szerokie grono odbiorców. Jak powiedział kiedyś Seneka „To nie nasze życie jest za krótkie, to my czynimy je krótkim zajmując się sprawami niepotrzebnymi.” 

By Moonlight Kitten
niedziela, 26 października 2014 2 komentarze

Smak miłości - Iga Adams - wywiad z Autorką

Miałem niezwykłą przyjemność zadania kilku pytań Autorce powieści "Smak miłości". Sprawdźcie, jakie tajemnice ukrywa przed wami Iga Adams. 

Od czego zaczęło się pisanie?

Od kiedy tylko sięgnę pamięcią, zawsze coś tam „skrobałam”. Już będąc małą dziewczynką, wymyślałam własne historie. Zawsze miałam bujną wyobraźnię.



W jakich miejscach piszesz? 

Tworzę dosłownie wszędzie, cichy dom jest równie dobry jak pełna zgiełku ulica. Natchnienie przychodzi w ponury, deszczowy wieczór, w blasku dnia i w strugach deszczu. Nie ma reguły. Wena żyje swoim własnym, często nieokiełznanym życiem.



Jakie stosujesz tricki podczas pisania? 

Kiedy zdarzy się coś zabawnego, uwieczniam to w moim dzienniku, później zaś pracując nad książką korzystam z gotowych już scenek .Zdaję sobie sprawę, że czytając „Smak Miłości” niektóre sytuacje wydają się być wprost niewiarygodne… No cóż! Życie to potworny kpiarz, bawi się z nami, płata figle, chichocząc miesza nasze plany i śmiejąc się w kułak patrzy jak na nowo, krok po kroku budujemy nasz świat. Życie pisze scenariusze tak barwne i tak zwariowane, że żaden człowiek nie byłby w stanie ich stworzyć. Czytelnicy często pytają mnie, czy „Smak Miłości” to historia prawdziwa. Odpowiadam: Jak najprawdziwsza w świecie. Dla pikanterii rzecz jasna dodałam odrobinę fikcji, zmieniłam to i owo, podretuszowałam, uwypukliłam, z premedytacją przerysowałam pewne sytuacje, przedstawiłam dane zjawiska w krzywym zwierciadle…Wykorzystałam życie, spojrzałam mu prosto w twarz i hardo powiedziałam: „Chcesz się śmiać? No to pobawimy się wspólnie” 


Co Cię zainspirowało do napisania tej książki?
Życie, życie i jeszcze raz życie. Chwile pełne bólu i zwątpienia, kiedy to na podobieństwo dobrej wróżki, chciałam zaczarować los, „zdjąć zły urok”, zło zamienić w dobro, cierpienie w radość. Cenię opinie krytyków, jednak najpiękniejszymi recenzjami są dla mnie wypowiedzi zwykłych prostych ludzi, w których życie udało mi się wnieść odrobinę światła. Cieszę się, że tak wiele osób, zabieganych i znerwicowanych sięga po moją powieść i czerpie radość z lektury. 

Czy powstawała w bólach i mękach, czy poszło gładko i szybko?
„Smak Miłości” powstał od połowy stycznia do kwietnia 2012 roku. Pisałam szybko, dla wielu osób może nawet zbyt szybko, jakbym biegła, jakbym przed czymś uciekała, na siłę starła się wyrzucić stres, ośmieszyć go i zapomnieć. Chwila refleksji przyszła dopiero później, już podczas redakcji, kiedy to musiałam przystanąć, jeszcze raz spojrzeć na tekst, zastanowić się i nanieść poprawki. Pewne sceny trzeba było wyrzucić, inne zmienić, popracować nad humorem… Przyszła pora, odpowiedzieć sobie na pytanie: „Jakim człowiekiem jest moja Weronika? Dokąd zmierza? Co tak naprawdę jest jej celem?” 

Napisz, jak powstała pierwsza strona "Smaku Miłości"?
Każdy dzień rozpoczynam od lektury. Wstaję rano, robię kawusię i otwieram książkę. O tej porze, kiedy odsuwam od siebie resztki snu, sięgam po książki lekkie i przyjemne. Lubię pozycje wprowadzające mnie w dobry nastrój, pełne pozytywnej energii. Nie inaczej było pewnego styczniowego dnia na początku 2012 roku. Obudziłam się chora, z potwornym bólem głowy. Dzień był pochmurny i równomiernie siąpił deszcz. Czytałam "Romans wszech czasów" Joanny Chmielewskiej, w pewnym momencie energiczne zamknęłam książkę, pobiegłam do pokoju, chwyciłam stary kalendarz i zaczęłam pisać swoją historię. Tworzyłam bez wytchnienia prawie cztery godziny. Nie wiem co we mnie wstąpiło, co mnie tak bardzo natchnęło, w jaki sposób historia Państwa Maciejaków łączy się z moją powieścią. Gra pozorów, udawanie kogoś innego niż się jest, zabawna historia pewnego małżeństwa, poplątane ludzkie historie? Być może....

Dzień, w którym odmieniło się moje życie...
27 maja 2010 roku, rano gmach Sądu, orzeczenie rozwiązania małżeństwa już po pierwszej rozprawie, toast za wolność, ciepły szampan na stacji benzynowej… Potem szaleńcza jazda do Warszawy i niesamowity koncert AC/ DC na lotnisku Bemowie. 

Kochasz życie, mimo tego, że z Ciebie zakpiło?
Właśnie dlatego! Gdyby nie jego poczucie humoru, nie było by „Smaku Miłości”, nie rozmawialibyśmy teraz ze sobą, nie poznałabym wielu cudownych ludzi. Wciąż wierzę, że najlepsze jeszcze przede mną…. 

Wolisz świat książek od ludzi, czy otaczasz się niezliczoną ilością znajomych?
Mam kilku dobrych znajomych, oni są na pierwszym miejscu, dopiero potem książki.
Świat fikcji jest cudowny, nigdy jednak nie zastąpi żywych ludzi. 

Centrum miasta i zgiełk wyścigu szczurów, czy spokój wioski i świergot ptaszków?
Kiedy wyjeżdżam na urlop, wybieram miejsca ustronne i ciche , zawsze jednak sprawdzam, czy w pobliżu nie ma jakiegoś miasteczka, które można zwiedzić, kina, koncertu, ciekawego wydarzenia kulturalnego. Cenię różnorodność. Uwięziona w jednym miejscu więdnę. Uwielbiam wypoczywać w ruchu. Kocham życie, a życie kocha mnie. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. 

Papier czy komputer?
Wszystko tylko nie komputer! Tak jak już wcześniej wspomniałam natchnienie zwykle przychodzi gdzieś w drodze. Piszę na czym tylko się na: w zeszycie, bazgrzę po kalendarzu, zapisuje małe karteczki, które wiecznie gdzieś giną i potem w poszukiwaniu zapisków z wściekłością wysypuję na stół całą zawartość torebki….

Do komputera siadam dopiero wtedy, kiedy chcę uporządkować myśli. Tchnąć w chaos odrobinę ładu. 

Ulubione filmy?
Bardzo lubię książki, nie stronię też od dobrej kinematografii. 

Ulubiony film? Trudna sprawa…. Nie będę oryginalna, cenię naszych rodzimych producentów: Władysław Bareja, Andrzej Konic, Jerzy Gruza. Klasyka. Raczej jestem staroświecka, mało, która najnowsza produkcja jest w stanie mną wstrząsnąć. Dzisiaj już nie robi się takiego kina jak kiedyś, filmy są zbyt „teatralne”, aktorzy zbyt piękni, zbyt idealni, sama zaś fabuła często trąci tandetą i kiczem.

Idealny dzień...
Słońce, zabytki, przyroda, pełnia lata, pełnia życia….

Kawa, herbata czy wino? Które jest lepszym towarzyszem pióra?
Zdecydowanie czerwone, wystawne wino. 


Zapraszam zatem gorąco, przy lampce wina do lektury życia polskiej Bridget Jones


piątek, 24 października 2014 1 komentarze

Smak miłości

Weronika, próbując zapomnieć o starej miłości, rozpoczyna intensywne poszukiwania nowej. Po drodze – z właściwym sobie talentem – pakuje się w rozmaite tarapaty. Któregoś dnia poznaje wreszcie tego jednego jedynego. Wszystko wskazuje na to, że będą żyli długo i szczęśliwie. Prawie wszystko...

"Ze smutku zamierzałam zamienić się w kamień, jednak prozaiczna potrzeba fizjologiczna zmusiła mnie do pójścia do toalety. Spróbowałam także walić głową w mur, ale i to nie przyniosło rezultatów (poza małym guzem na czole). Wobec tego postanowiłam odkręcić gaz. Usiadłam, zabrałam się za pisanie listu pożegnalnego..."

"Fryderyk usiadł obok mnie na tapczanie i zaczął opowiadać o pracy w banku: o klientach, kredytach i innych nudnych sprawach. Dużo mnie to obchodziło! Czy ten człowiek nie ma potrzeb seksualnych?


Nie po to przecież tworzyłam nastrój, aby siedzieć i rozmawiać o giełdzie! Przysunęłam się bliżej do męża i powoli zaczęłam rozpinać bluzkę."

Już w ten weekend tajemnice swej alkowy odsłoni przed wami Autorka... nie odchodźcie, zostańcie, Smak miłości odsłoni swe tajemnice. Wywiad z Autorką ukaże się w niedzielny wieczór 26.10.2014! Tylko na tym blogu.


środa, 3 września 2014 0 komentarze

Zmiany zmiany zmiany

No i nadszedł czas na małe poeksperymentowanie, czas odejść od standardów i ciut z indywidualizować swoje oblicze... acz z wykorzystanie ogólnie dostępnych darmowych szablonów. Systematycznie będzie porządkowane, ustawiane, segregowane...

Jak się podoba nowa odsłona? A po co ja się pytam, i tak nikt tego nie czyta ;)
 
poniedziałek, 1 września 2014 0 komentarze

Niebo i piekło w nas

Aby pomału znów wdrożyć się w świat, w którym nic się nie mówi, a tylko czyta... pozwolę sobie na zaprezentowanie książki, której co prawda jeszcze osobiście nie miałem okazji zgłębić, ale w ramach cyklu książek polecanych przez znajomych... pozwólcie, że przytoczę słowa Autorki, która w tych oto słowach mówi o swoim dziele:

Ewa Kamila Jabłońska: "To różne opowiadania, to co je łączy, to to, że "mówią"o ważnych sprawach, trudnych tematach. To nie jest literatura "łatwa, prosta i przyjemna", jeśli ktoś tego oczekuje, to się zawiedzie. Moim zamysłem było to, by moje teksty zachęcały do refleksji. Jeśli w ludzkiej pamięci i sercu pozostanie jakaś cząstka moich słów - będę szczęśliwa i usatysfakcjonowana. Poruszam tematy min. śmierci, radzenia sobie z chorobą, niepełnosprawności, uczciwości, życiowych wyborów. Przemycam w opowiadaniach swoje wiersze, których napisałam w swoim życiu dużo, a trudniej je wydać niż opowiadania. Czyli jest i proza i poezja. Osoby, które przeczytały moją książkę twierdzą, że jest "mocna". Tyle mogę powiedzieć, resztę niech powiedzą zawarte w niej słowa."

Zachęcam zatem to lektury... nie będzie to lekka i łatwa przeprawa... może właśnie dlatego warto... bardzo warto.

Książki nie dostaniecie niestety w księgarniach stacjonarnych, jest za to dostępna w księgarniach internetowych: PWN, BOOKMASTER, INBOOK, RAVELO.




piątek, 22 sierpnia 2014 0 komentarze
Jejuśku, już niemal dwa lata bez postu... czas powrócić do czytania :) Czy jeszcze ktokolwiek tu zagląda? Hmmm no może niebawem pojawią się kolejne ciekawostki ze świata książki ;)

Biznes

 
;