niedziela, 26 października 2014 2 komentarze

Smak miłości - Iga Adams - wywiad z Autorką

Miałem niezwykłą przyjemność zadania kilku pytań Autorce powieści "Smak miłości". Sprawdźcie, jakie tajemnice ukrywa przed wami Iga Adams. 

Od czego zaczęło się pisanie?

Od kiedy tylko sięgnę pamięcią, zawsze coś tam „skrobałam”. Już będąc małą dziewczynką, wymyślałam własne historie. Zawsze miałam bujną wyobraźnię.



W jakich miejscach piszesz? 

Tworzę dosłownie wszędzie, cichy dom jest równie dobry jak pełna zgiełku ulica. Natchnienie przychodzi w ponury, deszczowy wieczór, w blasku dnia i w strugach deszczu. Nie ma reguły. Wena żyje swoim własnym, często nieokiełznanym życiem.



Jakie stosujesz tricki podczas pisania? 

Kiedy zdarzy się coś zabawnego, uwieczniam to w moim dzienniku, później zaś pracując nad książką korzystam z gotowych już scenek .Zdaję sobie sprawę, że czytając „Smak Miłości” niektóre sytuacje wydają się być wprost niewiarygodne… No cóż! Życie to potworny kpiarz, bawi się z nami, płata figle, chichocząc miesza nasze plany i śmiejąc się w kułak patrzy jak na nowo, krok po kroku budujemy nasz świat. Życie pisze scenariusze tak barwne i tak zwariowane, że żaden człowiek nie byłby w stanie ich stworzyć. Czytelnicy często pytają mnie, czy „Smak Miłości” to historia prawdziwa. Odpowiadam: Jak najprawdziwsza w świecie. Dla pikanterii rzecz jasna dodałam odrobinę fikcji, zmieniłam to i owo, podretuszowałam, uwypukliłam, z premedytacją przerysowałam pewne sytuacje, przedstawiłam dane zjawiska w krzywym zwierciadle…Wykorzystałam życie, spojrzałam mu prosto w twarz i hardo powiedziałam: „Chcesz się śmiać? No to pobawimy się wspólnie” 


Co Cię zainspirowało do napisania tej książki?
Życie, życie i jeszcze raz życie. Chwile pełne bólu i zwątpienia, kiedy to na podobieństwo dobrej wróżki, chciałam zaczarować los, „zdjąć zły urok”, zło zamienić w dobro, cierpienie w radość. Cenię opinie krytyków, jednak najpiękniejszymi recenzjami są dla mnie wypowiedzi zwykłych prostych ludzi, w których życie udało mi się wnieść odrobinę światła. Cieszę się, że tak wiele osób, zabieganych i znerwicowanych sięga po moją powieść i czerpie radość z lektury. 

Czy powstawała w bólach i mękach, czy poszło gładko i szybko?
„Smak Miłości” powstał od połowy stycznia do kwietnia 2012 roku. Pisałam szybko, dla wielu osób może nawet zbyt szybko, jakbym biegła, jakbym przed czymś uciekała, na siłę starła się wyrzucić stres, ośmieszyć go i zapomnieć. Chwila refleksji przyszła dopiero później, już podczas redakcji, kiedy to musiałam przystanąć, jeszcze raz spojrzeć na tekst, zastanowić się i nanieść poprawki. Pewne sceny trzeba było wyrzucić, inne zmienić, popracować nad humorem… Przyszła pora, odpowiedzieć sobie na pytanie: „Jakim człowiekiem jest moja Weronika? Dokąd zmierza? Co tak naprawdę jest jej celem?” 

Napisz, jak powstała pierwsza strona "Smaku Miłości"?
Każdy dzień rozpoczynam od lektury. Wstaję rano, robię kawusię i otwieram książkę. O tej porze, kiedy odsuwam od siebie resztki snu, sięgam po książki lekkie i przyjemne. Lubię pozycje wprowadzające mnie w dobry nastrój, pełne pozytywnej energii. Nie inaczej było pewnego styczniowego dnia na początku 2012 roku. Obudziłam się chora, z potwornym bólem głowy. Dzień był pochmurny i równomiernie siąpił deszcz. Czytałam "Romans wszech czasów" Joanny Chmielewskiej, w pewnym momencie energiczne zamknęłam książkę, pobiegłam do pokoju, chwyciłam stary kalendarz i zaczęłam pisać swoją historię. Tworzyłam bez wytchnienia prawie cztery godziny. Nie wiem co we mnie wstąpiło, co mnie tak bardzo natchnęło, w jaki sposób historia Państwa Maciejaków łączy się z moją powieścią. Gra pozorów, udawanie kogoś innego niż się jest, zabawna historia pewnego małżeństwa, poplątane ludzkie historie? Być może....

Dzień, w którym odmieniło się moje życie...
27 maja 2010 roku, rano gmach Sądu, orzeczenie rozwiązania małżeństwa już po pierwszej rozprawie, toast za wolność, ciepły szampan na stacji benzynowej… Potem szaleńcza jazda do Warszawy i niesamowity koncert AC/ DC na lotnisku Bemowie. 

Kochasz życie, mimo tego, że z Ciebie zakpiło?
Właśnie dlatego! Gdyby nie jego poczucie humoru, nie było by „Smaku Miłości”, nie rozmawialibyśmy teraz ze sobą, nie poznałabym wielu cudownych ludzi. Wciąż wierzę, że najlepsze jeszcze przede mną…. 

Wolisz świat książek od ludzi, czy otaczasz się niezliczoną ilością znajomych?
Mam kilku dobrych znajomych, oni są na pierwszym miejscu, dopiero potem książki.
Świat fikcji jest cudowny, nigdy jednak nie zastąpi żywych ludzi. 

Centrum miasta i zgiełk wyścigu szczurów, czy spokój wioski i świergot ptaszków?
Kiedy wyjeżdżam na urlop, wybieram miejsca ustronne i ciche , zawsze jednak sprawdzam, czy w pobliżu nie ma jakiegoś miasteczka, które można zwiedzić, kina, koncertu, ciekawego wydarzenia kulturalnego. Cenię różnorodność. Uwięziona w jednym miejscu więdnę. Uwielbiam wypoczywać w ruchu. Kocham życie, a życie kocha mnie. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. 

Papier czy komputer?
Wszystko tylko nie komputer! Tak jak już wcześniej wspomniałam natchnienie zwykle przychodzi gdzieś w drodze. Piszę na czym tylko się na: w zeszycie, bazgrzę po kalendarzu, zapisuje małe karteczki, które wiecznie gdzieś giną i potem w poszukiwaniu zapisków z wściekłością wysypuję na stół całą zawartość torebki….

Do komputera siadam dopiero wtedy, kiedy chcę uporządkować myśli. Tchnąć w chaos odrobinę ładu. 

Ulubione filmy?
Bardzo lubię książki, nie stronię też od dobrej kinematografii. 

Ulubiony film? Trudna sprawa…. Nie będę oryginalna, cenię naszych rodzimych producentów: Władysław Bareja, Andrzej Konic, Jerzy Gruza. Klasyka. Raczej jestem staroświecka, mało, która najnowsza produkcja jest w stanie mną wstrząsnąć. Dzisiaj już nie robi się takiego kina jak kiedyś, filmy są zbyt „teatralne”, aktorzy zbyt piękni, zbyt idealni, sama zaś fabuła często trąci tandetą i kiczem.

Idealny dzień...
Słońce, zabytki, przyroda, pełnia lata, pełnia życia….

Kawa, herbata czy wino? Które jest lepszym towarzyszem pióra?
Zdecydowanie czerwone, wystawne wino. 


Zapraszam zatem gorąco, przy lampce wina do lektury życia polskiej Bridget Jones


piątek, 24 października 2014 1 komentarze

Smak miłości

Weronika, próbując zapomnieć o starej miłości, rozpoczyna intensywne poszukiwania nowej. Po drodze – z właściwym sobie talentem – pakuje się w rozmaite tarapaty. Któregoś dnia poznaje wreszcie tego jednego jedynego. Wszystko wskazuje na to, że będą żyli długo i szczęśliwie. Prawie wszystko...

"Ze smutku zamierzałam zamienić się w kamień, jednak prozaiczna potrzeba fizjologiczna zmusiła mnie do pójścia do toalety. Spróbowałam także walić głową w mur, ale i to nie przyniosło rezultatów (poza małym guzem na czole). Wobec tego postanowiłam odkręcić gaz. Usiadłam, zabrałam się za pisanie listu pożegnalnego..."

"Fryderyk usiadł obok mnie na tapczanie i zaczął opowiadać o pracy w banku: o klientach, kredytach i innych nudnych sprawach. Dużo mnie to obchodziło! Czy ten człowiek nie ma potrzeb seksualnych?


Nie po to przecież tworzyłam nastrój, aby siedzieć i rozmawiać o giełdzie! Przysunęłam się bliżej do męża i powoli zaczęłam rozpinać bluzkę."

Już w ten weekend tajemnice swej alkowy odsłoni przed wami Autorka... nie odchodźcie, zostańcie, Smak miłości odsłoni swe tajemnice. Wywiad z Autorką ukaże się w niedzielny wieczór 26.10.2014! Tylko na tym blogu.


środa, 3 września 2014 0 komentarze

Zmiany zmiany zmiany

No i nadszedł czas na małe poeksperymentowanie, czas odejść od standardów i ciut z indywidualizować swoje oblicze... acz z wykorzystanie ogólnie dostępnych darmowych szablonów. Systematycznie będzie porządkowane, ustawiane, segregowane...

Jak się podoba nowa odsłona? A po co ja się pytam, i tak nikt tego nie czyta ;)
 
poniedziałek, 1 września 2014 0 komentarze

Niebo i piekło w nas

Aby pomału znów wdrożyć się w świat, w którym nic się nie mówi, a tylko czyta... pozwolę sobie na zaprezentowanie książki, której co prawda jeszcze osobiście nie miałem okazji zgłębić, ale w ramach cyklu książek polecanych przez znajomych... pozwólcie, że przytoczę słowa Autorki, która w tych oto słowach mówi o swoim dziele:

Ewa Kamila Jabłońska: "To różne opowiadania, to co je łączy, to to, że "mówią"o ważnych sprawach, trudnych tematach. To nie jest literatura "łatwa, prosta i przyjemna", jeśli ktoś tego oczekuje, to się zawiedzie. Moim zamysłem było to, by moje teksty zachęcały do refleksji. Jeśli w ludzkiej pamięci i sercu pozostanie jakaś cząstka moich słów - będę szczęśliwa i usatysfakcjonowana. Poruszam tematy min. śmierci, radzenia sobie z chorobą, niepełnosprawności, uczciwości, życiowych wyborów. Przemycam w opowiadaniach swoje wiersze, których napisałam w swoim życiu dużo, a trudniej je wydać niż opowiadania. Czyli jest i proza i poezja. Osoby, które przeczytały moją książkę twierdzą, że jest "mocna". Tyle mogę powiedzieć, resztę niech powiedzą zawarte w niej słowa."

Zachęcam zatem to lektury... nie będzie to lekka i łatwa przeprawa... może właśnie dlatego warto... bardzo warto.

Książki nie dostaniecie niestety w księgarniach stacjonarnych, jest za to dostępna w księgarniach internetowych: PWN, BOOKMASTER, INBOOK, RAVELO.




piątek, 22 sierpnia 2014 0 komentarze
Jejuśku, już niemal dwa lata bez postu... czas powrócić do czytania :) Czy jeszcze ktokolwiek tu zagląda? Hmmm no może niebawem pojawią się kolejne ciekawostki ze świata książki ;)
wtorek, 18 września 2012 0 komentarze

Bóg, Kasa i Rock'N'Roll


I stało się. Nie jestem wielkim fanem sięgania po książki pisane przez "sławnych" ludzi, znanych większości głównie dzięki występowaniu w telewizji, ale jakoś nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności. Jako, że mój gust muzyczny pokrywa się w baaardzo dużej mierze z gustem Marcina Prokopa, przystąpiłem do lektury z pozycji "profanum", acz "sacrum" także nie jest mi obce ;)

Wstęp Prokopa daje nam do zrozumienia, żebyśmy nie oczekiwali boju wielkich niebiańskich filozofii z ateistycznym, mamonowym podejściem do życia. Jak sam pisze: "Prowadząc z sobą rozmowy składające się na tę książkę, robimy po prostu to samo, co taksówkarz wiozący pasażera na lotnisko, fryzjer zakręcający klientce loki, babcie gderające w kolejce do laryngologa czy kumple spotykający się po robocie na piwie." Cóż zatem może być interesującego w rozmowie z taksówkarzem, lub u fryzjera? Hmmm chyba Prokop ma niebywałe szczęście do fryzjerów i taksówkarzy ze stopniem doktora habilitowanego z filozofii ;)

Muszę przyznać, że książkę czyta się niezwykle łatwo. Nie ma w niej przesadnego nadymania filozoficznego (no może poza małymi uniesieniami w religijnej ekstazie Szymona Hołowni). Odniosłem jednak wrażenie, że Hołownia trochę... zagadał Prokopa. Dało się też odczuć jedną podstawową różnicę pomiędzy rozmówcami. Szymon Hołownia wydaje się być niezwykle pewny swoich przekonań. W każdej jego wypowiedzi brak jest jakiegokolwiek zachwiania, wątpliwości. Prokop natomiast wydaje się zadawać znacznie więcej pytań. Czasem mam wrażenie, że w głębi duszy gdzieś sam chciałby posiąść taką moc wiary jak Hołownia, gdzieś tam się przebija jakiś promyk, ale potem zaraz dochodzi do głosu pragmatyzm, empiryzm i pojawiają się kolejne pytania do Hołowni "po co, dlaczego, kiedy, jaki jest w tym sens"? Hołownia natomiast twardo trzyma się swojego obranego kierunku, z dużą tendencją do podnoszenia głosu i tupania nóżką, że "tak po prostu jest i już!" ;). Z jednej strony Hołownia przedstawia ciągle jednego swojego Boga, z drugiej Prokop stara się przeciwstawić mu współczesnych idoli, przekonanie o tym, że żyjemy,bo żyjemy i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Jednak wszystkie te rozmowy są prowadzone na niezwykle wysokim poziomie intelektualnym, jednocześnie językiem bardzo przystępnym, swojskim, grzecznym i nie wydumanym.

Na zakończenie Hołownia trochę się opanowuje, i już nie tak emocjonalnie sam zauważa, że być może... gdy taki czas nadejdzie, aniołowie powiedzą mu to co Prokop. Daj grać muzyce, wsłuchaj się i nie gadaj tyle.
czwartek, 26 kwietnia 2012 0 komentarze

China Miéville


Tym razem co nieco o pewnym Pisarzu. China Miéville - urodził się 6 września 1972 w Norwich (Wielka Brytania). O dziwo, polska Wikipedia podaje bardzo mało informacji na jego temat. Więcej jest o jego poglądach politycznych niż o książkach.

Zatem podając za Wikipedią: "angielski pisarz fantastyczny i polityk, z wykształcenia antropolog. Jego utwory, łączone z nurtami New Weird, urban fantasy i steampunk, zawierające też elementy noir, były wielokrotnie nagradzane najważniejszymi nagrodami na polu fantastyki. W swoich wypowiedziach określa się mianem socjalisty. Zwolennik marksizmu, działacz Socialist Workers Party." Za to na angielskiej wersji można przeczytać już znaaaaacznie więcej.

Można powiedzieć, że China Miéville wyssał z mlekiem matki zamiłowanie do "pióra", była ona pisarką, tłumaczką i nauczycielką.

w 1998 roku ukończył swoją pierwszą powieść: King Rat, która była nominowana m.in. do International Horror Guild i nagrody Bram Stoker...

Biznes

 
;